NIE ODBIERAJMY PRZYSZŁOŚCI DZIECIOM I MŁODZIEŻY W SPEKTRUM AUTYZMU W IMIĘ ŹLE ROZUMIANEJ AKCEPTACJI. ONI POTRZEBUJĄ LATARNI, A NIE TRATWY.
Są dzieci, którym świat od pierwszych chwil wydaje się głośniejszy, szybszy i bardziej chaotyczny niż większości z nas. Nie dlatego, że są słabsze. Dlatego, że odbierają rzeczywistość inaczej. Dzieci i młodzież w spektrum autyzmu każdego dnia próbują odnaleźć się w świecie zbudowanym według neurotypowych zasad. To ogromny wysiłek, którego często nie dostrzegamy.
Coraz częściej mówimy o akceptacji, neuroróżnorodności i podążaniu za dzieckiem. I bardzo dobrze. Zrozumienie jest fundamentem każdej dobrej relacji. Nie można wspierać człowieka, nie próbując najpierw zrozumieć jego perspektywy.
Jest jednak coś, o czym mówi się dziś zbyt cicho i zbyt rzadko. W imię empatii. W imię akceptacji. W imię neuroróżnorodności. Coraz częściej odbieramy dzieciom w spektrum autyzmu prawo do… wychowania.
Bo przecież „ono jest w spektrum”. Bo „ono nie potrafi”. Bo „ono ma inaczej”. I zanim dziecko zdąży nauczyć się funkcjonowania w świecie, dorośli już zwalniają je z wysiłku, z odpowiedzialności i z możliwości rozwoju. A przecież to właśnie rozwój jest celem naszej pracy.
Nie ma nic bardziej krzywdzącego niż niskie oczekiwania wobec dziecka tylko dlatego, że otrzymało jakąś diagnozę.
Spektrum autyzm nie odbiera człowiekowi zdolności uczenia się. Nie odbiera możliwości rozwoju. Nie odbiera potencjału do budowania relacji, do rozumienia norm społecznych czy do zdobywania nowych umiejętności. Owszem – droga bywa trudniejsza, dłuższa i wymaga innych narzędzi. Jednak nadal jest drogą rozwoju. Dlatego podejście rozwojowe nie polega na tym, by usuwać z niej wszystkie przeszkody. Polega na tym, by iść obok. Pomagać wtedy, gdy jest trudno. Tłumaczyć świat, który bywa niezrozumiały. Tu nie chodzi o to, by nieść dziecka na plecach przez całe życie, wyręczać je i ciągle tłumaczyć się diagnozą.
Dziś obserwuję niepokojące zjawisko. Coraz częściej słyszę, że stawianie granic dziecku w spektrum jest „przemocą”, że wymagania są „zbyt obciążające”, że konsekwencja oznacza brak zrozumienia.
Nie.
To fałszywa alternatywa.
Można jednocześnie rozumieć i wymagać.
Można współodczuwać i uczyć.
Można akceptować człowieka, nie akceptując każdego jego zachowania.
To nie są sprzeczności. To jest dojrzałe wychowanie.
Dziecko w spektrum autyzmu często bardziej niż inni potrzebuje jasnych zasad. Przewidywalności. Powtarzalności. Spójnych reakcji dorosłych. Granice nie są dla niego karą. Są mapą i drogowskazem. Pokazują, gdzie kończy się chaos, a zaczyna poczucie bezpieczeństwa.
Największą pomyłką jest przekonanie, że skoro zachowanie wynika z trudności neurorozwojowych, nie należy go korygować. Oczywiście, że należy najpierw zrozumieć jego przyczynę, ale zrozumienie nie może być końcem naszej pracy. Powinno być jej początkiem. Jeśli dziecko uderza, obraża, niszczy, przekracza granice innych ludzi, naszym obowiązkiem nie jest jedynie wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Naszym obowiązkiem jest również nauczyć je innych sposobów radzenia sobie z emocjami, przeciążeniem i chaosem. To właśnie na tym polega odpowiedzialne wsparcie.
Powiedzmy to jasno. Spektrum autyzmu nie jest synonimem agresji. Agresja nie jest cechą diagnostyczną autyzmu. Bywa sposobem komunikowania przeciążenia, frustracji, niezrozumienia czy bezradności, ale nigdy nie powinna być traktowana jako coś, czego „nie da się zmienić, bo dziecko jest w spektrum”. Takie myślenie nie chroni dziecka. Ono odbiera mu szansę na rozwój. Nie jest usprawiedliwieniem przemocy. Nie jest przepustką do przekraczania granic innych ludzi. Diagnoza wyjaśnia wiele zachowań. Nie zwalnia jednak dorosłych z odpowiedzialności za uczenie dziecka lepszych sposobów funkcjonowania. Jeśli my tego nie zrobimy, zrobi to życie. Znacznie mniej cierpliwie. Znacznie boleśniej.
Świat nie zapyta o diagnozę, kiedy dorosły człowiek naruszy czyjąś nietykalność, obrazi współpracownika czy nie będzie respektował społecznych zasad. Nie przygotujemy dziecka do tego świata, udając, że zasady go nie obowiązują. Przygotujemy je wtedy, gdy nauczymy je tych zasad w atmosferze bezpieczeństwa, cierpliwości i szacunku.
Największym prezentem, jaki możemy dać dziecku w spektrum, nie jest świat bez granic. Jest dorosły, który sam te granice posiada. Spokojny. Przewidywalny. Konsekwentny. Taki, który nie zawstydza, ale też nie kapituluje wobec trudnych zachowań. Wychowanie nie jest przeciwieństwem akceptacji. Jest jej najdojrzalszą formą.
Prawdziwa akceptacja nie mówi: „Nic nie musisz”. Prawdziwa akceptacja mówi: „Widzę, że jest ci trudniej. Dlatego będę szedł obok ciebie. Będę cię uczył. Będę cię wspierał. Będę stawiał granice. Nie dlatego, że chcę cię zmienić, ale dlatego, że chcę dać ci jak największą szansę na samodzielne, godne i bezpieczne życie.”
Dziecko w spektrum autyzmu nie potrzebuje mniej odpowiedzialnych dorosłych. Potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek. I być może największą krzywdę, jaką możemy mu wyrządzić, jest pomylenie miłości z pobłażliwością. Pobłażliwość daje spokój dorosłym. Konsekwentne wychowanie daje przyszłość dziecku. To niebezpieczne uproszczenie.
Podejście rozwojowe nie polega na tym, by usuwać z drogi wszystkie przeszkody. Polega na tym, by pomagać dziecku uczyć się je pokonywać. Wspieranie nie oznacza przyzwolenia. Empatia nie wyklucza odpowiedzialności. Bliskość nie stoi w opozycji do konsekwencji.
Dziecko w spektrum autyzmu nie potrzebuje świata bez granic. Potrzebuje świata, którego zasady są przewidywalne.

To właśnie konsekwentni dorośli pomagają zrozumieć, że istnieją normy społeczne, że nasze zachowania mają wpływ na innych ludzi, że emocje są ważne, ale nie mogą usprawiedliwiać wszystkiego. To dzięki granicom dziecko uczy się przewidywać rzeczywistość, a przewidywalność jest jedną z największych potrzeb wielu osób w spektrum.
Nie przygotowujemy dziecka do życia, chroniąc je przed każdą konsekwencją. Przygotowujemy je, pokazując, że świat ma swoje reguły. Można nauczyć się czekać. Można nauczyć się odmawiać w sposób akceptowalny społecznie. Można uczyć się regulacji emocji. Można uczyć się szacunku wobec granic innych ludzi.
To często długi proces. Wymagający cierpliwości, setek powtórzeń i ogromnej uważności. Ale właśnie dlatego potrzebuje dorosłych, którzy nie będą chwiać się przy każdym trudnym zachowaniu.
Największym wsparciem nie jest dorosły, który usuwa wszystkie wymagania. Największym wsparciem jest dorosły, który pozostaje spokojny wtedy, gdy dziecko przeżywa burzę. Który nie zawstydza, ale również nie rezygnuje z uczenia. Który rozumie przyczynę zachowania, ale nie zapomina o odpowiedzialności za jego skutki.
Życie poza domem nie będzie dostosowywało się do każdego kryzysu. Szkoła, praca, relacje, społeczeństwo – wszędzie istnieją zasady. Naszym zadaniem nie jest wychować dziecko do świata idealnego. Naszym zadaniem jest przygotować je do świata rzeczywistego.
Paradoksalnie więc największym wyrazem troski nie zawsze jest ustąpienie. Czasem jest nim spokojne, stanowcze „nie”. Czasem jest konsekwencja. Czasem jest granica postawiona z szacunkiem i miłością.
Dzieci w spektrum autyzmu nie potrzebują mniej wychowania niż ich neurotypowi rówieśnicy. W wielu obszarach potrzebują go nawet bardziej – bardziej świadomego, bardziej przewidywalnego, bardziej cierpliwego i bardziej konsekwentnego.
Tytuł mojej książki „Mam skrzydła, ale naucz mnie latać” nie jest przypadkowy. Każde dziecko ma w sobie potencjał do rozwoju, ale samo posiadanie skrzydeł nie wystarczy. Potrzeba jeszcze dorosłych, którzy nauczą, jak z nich korzystać – z cierpliwością, szacunkiem, jasno wyznaczonymi granicami i wiarą, że rozwój jest możliwy nawet wtedy, gdy prowadzi trudniejszą drogą.
Granice nie są murem, który ogranicza rozwój. Są poręczą, której można się chwycić, kiedy świat wydaje się zbyt trudny do zrozumienia – tego Wam życzę, byście umieli stawiać mądre granice – Magdalena Kosiń
