ZBROJA, KTÓRA WRASTA W SKÓRĘ.
O chłopcach i nastolatkach w spektrum autyzmu, którzy przez lata byli pozbawieni właściwego wsparcia.
Za mną intensywny rok szkoleń stacjonarnych i online. Lubię te spotkania. Za każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że większość nauczycieli naprawdę chce rozumieć swoich uczniów. Chce pomagać. Chce dostrzegać więcej.
Podczas szkoleń całodniowych, w przerwach, podchodzą do mnie nauczyciele i rodzice. Czasem nauczyciele opowiadają o swoich uczniach, a rodzice o dzieciach. Wśród wielu historii jedna wraca do mnie wyjątkowo często. „Mój uczeń nigdy nie płakał przy innych.” „Zamykał się w pokoju i mówił, że wszystko jest w porządku.” „On nie chciał nikomu sprawiać problemów.”
A kilka miesięcy później okazywało się, że od dawna zmagał się z lękiem, samotnością, przeciążeniem albo depresją. I wtedy zawsze zadaję sobie to samo pytanie. Ilu chłopców nauczyliśmy ukrywać łzy tak skutecznie, że przestaliśmy widzieć ich cierpienie?
Może więc zamiast pytać: „Dlaczego on nic nie mówi?”, powinniśmy zapytać: „Czy stworzyliśmy mu świat, w którym mógłby powiedzieć, że sobie nie radzi?”.
To pytanie zmienia perspektywę. Od najmłodszych lat wielu chłopców słyszy podobne komunikaty: „Nie bądź miękki”, „Dasz radę”, „Chłopaki nie płaczą” „Musisz być silny”.
Większość z nas wypowiada je bez złych intencji. Często są powtarzane z troski, z przekonania, że przygotowują dziecko do dorosłego życia.
Problem pojawia się wtedy, gdy chłopiec w spektrum autyzmu odbiera je bardzo dosłownie. Jeżeli słyszy, że nie powinien płakać, przestaje płakać. Jeżeli słyszy, że ma sobie radzić, przestaje prosić o pomoc. Jeżeli słyszy, że silni nie okazują emocji, zaczyna ukrywać je nawet przed samym sobą.
Emocje, których nie wolno przeżyć, nie znikają. One tylko zmieniają swoje miejsce. Czasem zamieniają się w wybuch złości. Czasem w całkowite wycofanie. Czasem w przewlekły lęk. Czasem w autoagresję. Coraz częściej pojawia się przekonanie, że proszenie o pomoc oznacza porażkę.
Chłopcy w spektrum autyzmu bardzo często mają trudność z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych emocji. Nie dlatego, że ich nie przeżywają. Przeciwnie. Nierzadko przeżywają je niezwykle intensywnie. Jednak jeśli przez lata uczą się, że tych emocji nie należy pokazywać, zostają z nimi całkowicie sami. Niepokoi mnie, że wielu dorosłych wciąż myli spokój z dobrostanem.

Mówimy: „On jest taki spokojny.” „Nie sprawia problemów.” „Nigdy się nie skarży.” A może po prostu od dawna nauczył się, że jego cierpienie nikogo nie interesuje?
Najbardziej boli mnie moment, w którym młody człowiek przestaje wierzyć, że jego emocje mają znaczenie. Młody człowiek, jeśli przez lata słyszy, że ma być twardy, zaczyna traktować własną wrażliwość jak słabość. A przecież właśnie ta wrażliwość często staje się jego największą siłą. To dzięki niej zauważa szczegóły, których inni nie dostrzegają. To dzięki niej głęboko przeżywa relacje. To dzięki niej potrafi być niezwykle lojalnym przyjacielem, jeśli tylko spotka ludzi, przy których nie będzie musiał udawać.
Dlatego naszym zadaniem jako dorosłych nie jest wychowywanie chłopców, którzy nigdy nie płaczą. Naszym zadaniem jest wychowanie mężczyzn, którzy wiedzą, że odwaga nie polega na ukrywaniu emocji. Odwaga polega na tym, by umieć je nazwać.
W mojej książce „Mam skrzydła, ale naucz mnie latać” wiele miejsca poświęcam zdrowiu psychicznemu nastolatków w spektrum autyzmu. Piszę o samotności, maskowaniu, późnych diagnozach, ale także o tym, jak społeczne oczekiwania wobec chłopców i dziewcząt wpływają na sposób przeżywania własnych emocji. Pokazuję, że największą zmianę możemy zacząć od prostego pytania: „Jak się dzisiaj naprawdę czujesz?” – i od gotowości, by spokojnie wysłuchać odpowiedzi.
Po tym roku szkoleń jeszcze mocniej wierzę, że zmiana nie zaczyna się od nowych programów ani kolejnych procedur. Zaczyna się od jednego dorosłego. Takiego, który zamiast powiedzieć: „Bądź silny”, powie: „Nie musisz być silny przez cały czas. Jestem obok.”
Chłopcy nie przestają płakać dlatego, że przestają cierpieć. Przestają płakać wtedy, gdy przestają wierzyć, że ktoś ich łzy potraktuje z czułością.
„Najcięższą zbroją nie jest ta, którą chłopiec zakłada na siebie. Najcięższa jest ta, której przez lata nie pozwolono mu zdjąć – Magdalena Kosiń.
