BURZA, KTÓREJ NIKT NIE SŁYSZY.
O nastoletnich chłopcach w spektrum autyzmu, którzy często nawet nie potrafią powiedzieć, co czują, choć czują bardzo dużo.
Kiedy zamykam drzwi gabinetu, po ostatniej konsultacji, często jeszcze długo wracają do mnie twarze młodych ludzi. Szczególnie chłopców. Siedzą naprzeciwko mnie. Wzrok ucieka gdzieś za okno. Odpowiadają jednym słowem: „Nie wiem”, „Jest okej”, „Nic”.
Rodzice spoglądają na mnie bezradnie. W ich wzroku, a czasami w słowach wybrzmiewa: „On w ogóle z nami nie rozmawia”, „O wszystko się złości”, „Każde pytanie kończy się kłótnią”, „Stał się zupełnie innym dzieckiem”.
A ja coraz częściej myślę, że problem nie polega na tym, iż ci chłopcy nie mają emocji. Problem polega na tym, że od lat nikt nie nauczył ich, jak je rozumieć. Może więc zamiast pytać: „Dlaczego on znowu tak się zachowuje?”, powinniśmy zapytać: „Czy on sam wie, co właśnie przeżywa?”. To pytanie także zmienia perspektywę, jak wiele innych, które Wam zadałam w swoich felietonach.
Okres dojrzewania jest czasem ogromnych zmian dla każdego nastolatka. Zmienia się ciało. Zmienia się sposób myślenia. Relacje z rówieśnikami stają się coraz ważniejsze, a przy tym niezwykle trudne. Pojawia się potrzeba niezależności. Wzrasta wrażliwość na ocenę. To burzliwy czas również dla układu nerwowego. U nastolatków w spektrum autyzmu ta burza bywa jeszcze silniejsza.
Do codziennych wyzwań dochodzą przeciążenia sensoryczne, społeczne, trudności z odczytywaniem intencji innych ludzi i ogromny wysiłek związany z próbą odnalezienia się w świecie, który coraz częściej oczekuje samodzielności. Nic więc dziwnego, że emocje zaczynają narastać. Problem polega na tym, że wielu chłopców nie potrafi ich nazwać. Nie dlatego, że są obojętni. Nie dlatego, że nie chcą rozmawiać. Bardziej dlatego, że ich mózg często ma trudność z rozpoznaniem, co właściwie dzieje się w środku. To zjawisko nazywamy aleksytymią. Brzmi skomplikowanie, ale jego sens jest prosty. Wyobraźmy sobie, że ktoś daje nam pudełko pełne kolorowych cukierków, ale nie mówi, jak się nazywają. Widzimy je. Czujemy ich zapach, ale nie umiemy powiedzieć, który jest czerwony, a który niebieski.

Podobnie bywa z emocjami. Młody człowiek czuje ogromne napięcie. Czuje ścisk w klatce piersiowej. Przyspieszone bicie serca. Spocone dłonie albo czoło. Niepokój. Frustrację. Kiedy pytamy: „Co czujesz?”, naprawdę nie zna odpowiedzi. Dlatego odpowiada: „Nie wiem”.
I to „nie wiem” bardzo często jest najuczciwszą odpowiedzią, jakiej potrafi udzielić młody chłopak w spektrum autyzmu. Do tego dochodzi jeszcze coś, co rodzice opisują jako negatywizm. Wszystko jest na „nie” – nie chcę, nie idę, nie będę, nie teraz, nie rozmawiam z wami, nie mam czasu, nie i już. Łatwo uznać to za złośliwość albo bunt.
Tymczasem bardzo często jest to próba odzyskania kontroli nad światem, który stał się zbyt głośny, zbyt szybki i zbyt wymagający, zbyt chaotyczny, zbyt niezrozumiały. Kiedy młody człowiek ma poczucie, że nie kontroluje własnych emocji, próbuje przynajmniej kontrolować otoczenie. Dlatego odmawia. Wycofuje się. Zamyka drzwi. Milczy. To nie oznacza, że odrzuca swoich rodziców. Często oznacza jedynie, że sam już nie wie, jak poradzić sobie z tym, co dzieje się w jego wnętrzu.
Najbardziej boli mnie jednak coś innego. Wielu chłopców słyszy wtedy: „Przestań przesadzać”, „Opanuj się”, „Zachowujesz się jak małe dziecko”. A przecież nie można opanować emocji, których nawet nie potrafi się rozpoznać.
Dlatego zamiast uczyć chłopców tłumienia emocji, powinniśmy uczyć ich języka nazywającego te stany. Pomagać nazywać napięcie. Rozpoznawać sygnały płynące z ciała. Pokazywać, że złość często ukrywa lęk. Milczenie może oznaczać przeciążenie. Wycofanie nie zawsze jest odrzuceniem.
W mojej trzeciej książce „Mam skrzydła, ale naucz mnie latać” dużo miejsca poświęcam właśnie zdrowiu psychicznemu nastolatków w spektrum autyzmu. Piszę o tym, że za wieloma zachowaniami, które dorośli interpretują jako bunt czy brak współpracy, kryje się przeciążony układ nerwowy i ogromna trudność w rozumieniu własnych emocji. Kiedy zaczynamy patrzeć głębiej niż na samo zachowanie, przestajemy walczyć z młodym człowiekiem, a zaczynamy być po jego stronie.
Dzisiaj pisałam o chłopcach. Nie dlatego, że dziewczęta przeżywają mniej. Przeciwnie. One bardzo często przeżywają równie intensywnie, ale pokazują to w zupełnie inny sposób. Ich emocje częściej kierują się do wewnątrz niż na zewnątrz. I właśnie dlatego zasługują na osobną opowieść. Zrozumienie emocji nastolatków w spektrum nie zaczyna się od pytania: „Dlaczego tak się zachowuje?”, ale zaczyna się od odwagi, by zapytać: „Co przeżywa, skoro jego zachowanie wygląda właśnie tak?”.
Zanim ocenimy reakcję nastolatka, spróbujmy zrozumieć, czy miał w ogóle możliwość nauczyć się mówić o tym, co dzieje się w jego wnętrzu. To właśnie tam zaczyna się prawdziwe wsparcie.
„Najbardziej niebezpieczne są nie emocje nastolatka. Najbardziej niebezpieczny jest świat, który każe mu je ukrywać, zanim zdąży je zrozumieć” – Magdalena Kosiń.
